Ostatnie hieny fandomu...
czwartek, 20 września 2007
Wygrzebane w bagnie

źródło: http://terrorwar.ckgroup.pl

Bagno, któremu poświęcony był wcześniejszy wpisik, jest strasznie fajne jeśli chodzi o wynajdywanie rzeczy, robionych przez rozmaitych Twórców. Przeglądanie starych wpisów pozwoliło mi wczoraj na wyłowienie takiego hitu jak Terror War - pomysłu na system, który jest tak nowatorski, że do tej pory czegoś takiego w Polsce nie widzieliśmy.

Mianowicie mamy świat porozwalany atomówkami i innymi takimi, tak że został wszędzie piasek. Po tym piasku łażą sobie ludziki, co zagładę świata przeżyły zakopane w bunkrach. Więc te ludziki mają giwery i strzelają do mutantów - ludzików co nie zdążyli się schować. Gdzieś tam inne ludziki, którym nie chciało się łazić i strzelać, siedzą w zniszczonych miastach. Kurcze, pomysł tak zaczepiście oryginalny, że myślę że dało by się na tym zbić grupą kasę. Podobnie myślą widać panowie z Wydawnictwa CK Group, którzy wzięli się za wydawanie tego bajeranckiego pomysłu.

Oczywiście, zaraz znaleźli się różni trzewikowi fanboje, którzy przyczepili się do pomysłu. Jedni czepiali się, że to wszystko ponoć było już w Neuroshimie - kurcze, czy to ich wina, że ktoś inny napisał wcześniej o mutkach, bombach i schronach? Innym nie pasowało, że zamiast zrzynać z oryginalnych broni wzięli i wymyślili kupę nowych. Przy tym swoim czepiactwie nie zauważyli że gra nie jest w Stanach a w ojczyźnie kangurków, że akcja dzieje się później i teraźniejszej giwery już nie ma, że w grze są fajne rasy i w ogóle, w przeciwieństwie do mnie, nie przeczytali co autorzy napisali na stronie.

Jasne jest, że te wszystkie fanboje czepiają się systemu tylko dlatego, że ich ulubiony system się nie sprzedaje tak dobrze jak by chcieli, a trzewik zamiast niego wydaje inny. Więc spokojnie czekam na moment, kiedy Terror War wyjdzie.

Choć muszę przyznać, że ten spokój mąci mi jedna myśl. Bo tak patrzę sobie na to, jak w naszym kraiku idzie wydawanie autorek (systemów erpegie, nie kobitek) i myślę, że to nie jest kurcze wcale takie pewne, jak mi się dotąd wydawało. O paru już autorzy mówili, że zostaną wydrukowane i się nie doczekały. Nowatorskiego "StarCraft RPG" autorstwa Mateusza "Cravena" Wielgosza, którego jeszcze nie zrobiono. Podobnie nowatorskiego "Wolsunga" szykowanego przez Artura "Garnka" Ganszyńca i Macieja "Lucka" Sabata nie wydano "w dwa miesiące po modernie" (cytat z forum serwisu polter.pl). Ani też "Anomalii" Pawła "Gerarda Heime" Jasińskiego i Bartosza "Kastora Kriega" Chilickiego.

Choć może to i dobrze. Bo jak się pomyśli, że miałyby odnieść taki sukces wydawniczy jak "Arkona", "Poza Czasem" czy "Zły Cień" to może lepiej że nie zostały wydane na papierze?

czwartek, 23 sierpnia 2007
Korespondencja z Wysp #1
Liwing nekst dor tu trzewik
trzewik

by P. "Draker" Prekurat
źródło: polter.pl

Korzystajac z okazji, ze aktualnie przebywam za Kanalem, postanowilem zbadac brytyjskie reakcje na polskie gry i plany ekspansji niektorych garazowych drukarenek. Zebralem wiec znajomych graczy (pelny przekroj: od bitewniakow, przez RPG, po planszowki), przedstawilem sytuacje na polskim rynku, obyczaje wydawcow i klientow, a potem poprosilem o komentarz. Z braku polskiej klawiatury i innych czarow, koresponduje bez ogonkow, wiec nieprzyzwyczajonych prosze o wybaczenie.

Pierwszym zdaniem, jakie padlo z ust moich interlokutorow, gdy nieco im opowiedzialem o polskim ryneczku, bylo: “Who the fuck is trzewik and who gives a shit about him?” Przyznaje, bylem na tyle zlosliwy, zeby przegrzebac sie przez roznorakie polskie fora w celu znalezienia co lepszych cytatow z szefa Wydawnictwa Portal. Chuje, kurwy i bluzganie graczy wzbudzily wsrod Brytoli niezly entuzjazm. A bylismy dopiero w polowie pierwszego Wiskacza.

Dopiero przy drugiej flaszce brytyjskie ziomy zakumaly, ze polski gracz nie tylko daje na siebie bluzgac, wymiotowac, i sikac sobie do piwa, ale takze placi za gry ludziom, ktorzy wczesniej potrafia zmieszac go z blotem. Brytole zarechotaly radosnie i uznaly to zachowanie za polska ceche narodowa (poprzednio gadalismy, jak to Polska dostawala w dupe przez ostatnie 1000 lat, za wyjatkiem paru wiekow, a teraz kleski sa obchodzone niczym amerykanski 4 lipca). Goscie obiecali, ze kiedy tylko znow wyskocza do Polski na piwo i panienki, to machna sie do najblizszego sklepu z grami i zazadaja najpierw, by nasrac im na klaty, a dopiero potem poprosza o rulbook do Monastyru. Wszystko po to, zeby poczuc sie jak prawdziwy polski gracz.

Przy trzeciej flaszce (zmienilismy Wiskacza na Martini Bianco z lodem i cytrynka) pokazalem ziomkom strone Portala in Inglisz. O dziwo, spodobala sie. Jedynym zmartwieniem byl brak mozliwosci zamowienia bluzgow w jezyku Szekspira. Prawdziwym hitem okazal sie jednak trailer Neuroshimy Hex, okreslony mianem „crap of the year”. Zle wrazenie szybko jednak zostalo zatarte, bo kumpel nie wytrzymal presji Martini i rzygnal na monitor. Zgdnie uznalismy to za najkrotsza recenzje w historii kina.

Potem opowiedzialem historie Crystalicum – przechujzajebistej gry, w ktora nikt nie gra, a do ktorej lista zapowiadanych produktow byla tylko nieco krotsza od listy gadzetow ze Star Wars. Na slowo „manga” zapanowalo pewne pozytywne poruszenie, ale kiedy opowiedzialem (ba, pokazalem screeny z netu), ze w Crystalicum gra sie futrzakami, towarzystwo zeszlo ze smiechu na podloge. Potem jeden z nich wydukal, czy w tej grze mozna zerznac kroliczka Duracella.

Probowalem jeszcze zejsc na ISA, ale, jako ze konczyly sie flaszki, a i nie kumalismy juz za bardzo, przytoczylem jedynie anegdotke z tlumaczenia D&D. Kiedy opowiedzialem, ze mamy cos takiego jak Amulet sluzowej jazdy, jeden z Brytoli wyciagnal zdjecie nagiej laski i z duma oswiadczyl, ze jego sluzowa jazda jest lepsza. Przez grzecznosc nikt nie zaprzeczyl.

Tyle na dzis, zaraz ide na zmywak.

Wasz Havok


Prześlij nam informację. Zachowasz anonimowość.
Wyślij nam donosik na adres 13.diecezja@gazeta.pl. Skonfrontujemy go z naszymi źródłami i puścimy w sieć. Gwarancja anonimowości i satysfakcji (w przypadku publikacji)!

Źródła plotek: